niedziela, 13 września 2015

Rozdział 4



Anne obudził śpiew słowika . Niby ładny dźwięk, ale niekoniecznie o 5.00 nad ranem. Głupi ptak. No trudno .Wiedziała że już nie zaśnie, więc wstała, ubrała się i wyszła z namiotu. Z niebieskiego namiotu dochodziło ciche, acz irytujące chrapanie. Przed ogniskiem, skulona w pozycji embrionalnej spała córka Ateny. Anne uśmiechnęła się pod nosem. Budzić ją, czy nie? W końcu stwierdziła że spróbuje za jakieś pół godziny. Usiadła przy wygasłym palenisku. Jej myśli od razu poszybowały w stronę Daniela. Zniknęła zupełnie bez zapowiedzi i nie wzięła telefonu więc nie będzie miał sposobu aby z nią pogadać. Jeżeli przeżyje, to wszystko mu wytłumaczy i…W tym momencie jej rozmyślania przerwało coraz głośniejsze i coraz bardziej irytujące chrapanie syna Posejdona. Nie wytrzyma tego. Rozsunęła jego namiot i trąciła go w bok.
-Co się dzieje? Złodzieje?-zawołał Percy.
-Chyba, któryś z bogów cię przeklął. Nie dość że chrapiesz, to jeszcze jak cię obudzić gadasz rymem.-skrzywiła się dziewczyna.
-Dobra idę spać.-stwierdził Percy i natychmiast zasnął.
Tymczasem obudziła się Annabeth.
-O cześć!-uśmiechnęła się na widok Anne.-Co tam?
-Twój chłopak chrapie i mówi rymem-odparła potomkini Ateny.
-O nie! Ale zasnął już?
-Na szczęście tak.
Usiadły przy wczorajszym ognisku. Chwilę siedziały w ciszy. W końcu myślenie przerwała Annabeth:
-Co jesteś taka osowiała?
-Myślę-padła lakoniczna odpowiedź.
-O kim?
-Skąd wiedziałaś, że myślę o kimś, a nie o czymś?
-To widać . No to już, o kim myślisz?
Anne westchnęła i opowiedziała Annabeth całą historię: o tym jak Daniel dołączył do ich klasy, jak się poznali, jak zaczęli odkrywać , że mają wspólne zainteresowania, jak zaczęli się spotykać jako przyjaciele: w cukierniach , w parkach…,i wreszcie jak chłopak pierwszy raz zaprosił ją na kolację i przy zapraszaniu powiedział, że powie jej coś ważnego…
-I to właśnie jak wracałam do domu, szczęśliwa, że zaprosił mnie na kolację, to zaczął mnie gonić potwór i trafiłam do was i teraz zastanawiam się czy on mnie nie znienawidzi za to, że wtedy nie pojawiłam się na naszym spotkaniu, a przecież nie powiem mu prawdy, bo po pierwsze nie mogę, a po drugie mi nie uwierzy-oczy dziewczyny zaszkliły się.
-Nie martw się.-Annabeth przytuliła przyjaciółkę.-Wszystko jakoś się ułoży. A tak w ogóle to opowiedz coś o tych naszych przyszłych przygodach.
-Nie mogę. To że ci coś powiem nic nie zmieni, ale zawsze, bez względu na wszystko pamiętaj, że wszystko skończy się dobrze.
Córka Ateny przytaknęła zamyślona.
-Masz rację.
W tym momencie z namiotu wyszedł Percy:
-Uaaa…cześć dziewczyny, uaaale jestem głooodny, co nuaaa  śniadanie.
-Możesz powtórzyć –warknęła Annabeth.
-Eee…tak, tak. A więc…
W tym momencie usłyszeli głośny ryk. Annabeth i Percy spojrzeli po sobie i krzyknęli jednocześnie:
-Potwory!
I natychmiast wyjęli swoją broń, a potem . W całym tym zamieszaniu Anne udało się wyciągnąć broń. Za chwilę otoczyły ich…Minotaury.
-To jest ich więcej niż jeden?!-krzyknęła rzucając się w wir walki.
-Najwyraźniej!
Wszyscy cięli, bronili się przed łapami i rogami, uskakiwali i schylali się.W końcu z potworów został tylko pył.
-To co teraz możemy coś zjeść?- odezwał się żałośnie Percy.
-Jak opatrzę Anne-odpowiedziała ostro córka Ateny pochylając się nad zemdloną dziewczyną z krwawiącym obficie ramieniem i jednocześnie polewając ranę nektarem.
-O bogowie-westchnął Percy-czy ona ma hemofilię że tej krwi jest tyle?
-Nie, nie mam-odezwała się dziewczyna, która właśnie się ocknęła.-Po prostu miałam 2 miesiące temu naciągnięty mięsień tego ramienia i miałam tam bliznę, a ten stwór musiał zranić mnie właśnie w miejscu tej blizny.
Zjadła jeszcze ambrozję i wzięli się za śniadanie.
-Musimy się gdzieś przenieść.-zdecydowała Annabeth-i trzeba by jakoś zatrzeć ślady…hmm…
-Na razie zwińmy wszystko ,a potem będziemy myśleć.-stwierdziła Anne.
Gdy wszystko było spakowane, dziewczyna wyjęła ze swojego plecaka buteleczkę z gruboziarnistym białym proszkiem i zaczęła rozsypywać go po całym obozowisku.

-Sól egzorcyzmowa-wyjaśniła-zaszkodzić,nie zaszkodzi,a pomóc może.Gdy wysypała proszek na całą polanę, Annabeth spojrzała na mapkę którą dał im Chejron. Potem poszli we wskazywanym przez nią kierunku.


******************
Stał na polanie. Badał ślady. Dwa namioty, wczoraj wygasłe ognisko. To jest to. Ale nie widać śladu gdzie poszli. Wtem zauważył malutką ścieżkę w krzakach. Zaczął nią iść. Na jego twarzy malował się promienny uśmiech. Jest już blisko.