czwartek, 23 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 6



Słońce powoli zaczynało zachodzić. Trójka herosów rozglądała się za miejscem na obozowisko.
- Tutaj chyba będzie dobrze- powiedziała w końcu Annabeth, gdy stali na malej polance całkowicie otoczonej drzewami.
- Tak- zgodziła się Anne.
-A nie możemy gdzieś indziej? Tu jest brzydko. Ta trawa jest okropna. Za dużo kwiatów- zaczął marudzić Percy, ale zamilkł pod ostrzałem spojrzeń dziewczyn.
-Rozbijaj namiot, a nie marudzisz!-stwierdziła Annabeth.
Po dwudziestu minutach namioty były gotowe, po kolejnych dziesięciu mogli rozpalać ognisko. Gdy wszystko zostało przygotowane usiedli i zaczęli jeść. W pewnym momencie Anne usłyszała trzask. „Co to mogło być? Może znowu coś nas zaatakuje”-pomyślała. „Nie to niemożliwe. Wydawało mi się” – stwierdziła. Za chwilę znowu usłyszała trzask. Kolejny raz stwierdziła że przesłyszała się. Nie będzie nic mówić i niepokoić pozostałych. Po pięciu minutach Annabeth z zaniepokojeniem w głosie powiedziała:
- Czy tylko ja co chwilę słyszę trzaski?
- Ja też.- powiedział Percy.
- I ja- potwierdziła Anne. 
***************
Daniel usłyszał głosy. Na początku zaniepokoił się ,ale po chwili rozpoznał głos Anne. Zadrżał. To już? I co on jej teraz powie? „No hej, przyjechałem specjalnie dla ciebie bo cię kocham?” To na pewno byłoby bardzo delikatne… No i ci ludzie którzy są tam z nią… W każdym razie musi podejść bliżej i przyjrzeć się im. Zastanowić się.
Podszedł bliżej. Zobaczył ją. Nagle eksplodowała w nim mieszanka uczuć. Zrozumiał jak wielki ciężar nosił przez ostatnie dni. Jak bardzo bał się o Nią. Jak bardzo bał się że jej nie znajdzie. Ale ona tam była. Siedziała z blondwłosą dziewczyną(która wcale nie wyglądała na stereotypową „głupią blondynkę”) i czarnowłosym chłopakiem. Nagle usłyszał trzask. „Eeee, wydawało mi się”- pomyślał. Ale za chwilę jeszcze jeden i jeszcze kolejny. Usłyszał też coś jeszcze. Jakby dyszenie psa zwiększone o kilkaset decybeli. W każdym razie ten pies musiałby być wielkości czołgu, więc chyba się przesłyszał. Ale za chwile usłyszał kolejny tym razem głośniejszy trzask i dyszenie. Cokolwiek to było musiało się zbliżać. Siedzący przy ognisku chyba też to usłyszeli, bo zaczęli się nerwowo oglądać. Daniel usłyszał też urywki zdań - „zaatakować nas?”, „było spokojnie”, „co to jest tym razem”, „przygotujcie się”. Zaraz, zaraz ale na co? Co to jest ?
****************
Usłyszeli dyszenie. Głośne dyszenie. NAPRAWDĘ głośne dyszenie.
-Znam ten dźwięk. Pani O’Leary tak robi jak śpi albo jest zmęczona.- uświadomił sobie Percy.


Nagle z lasu wyskoczyły cztery piekielne ogary. Wszyscy natychmiast rzucili się w wir walki. Także Anne. W pewnym momencie rzucił się na nią największy ogar. Uchyliła się , ale on uderzył w nią całym ciężarem swojego ogromnego cielska, zostawiając przy tym długą ranę w udzie. Anne upadła na ziemię, wzrok jej się zamglił. Z głuchym łoskotem uderzyła o ziemię. Wszystko dookoła niej działo się jakby w zwolnionym tempie. Starający się ją ochronić Percy i Annabeth. Wyskakujący z krzaków chłopak (czyżby to był Daniel?), który podbiegł do niej i zaczął wykrzykiwać jej imię. A potem była już tylko ciemność.
****************
Obudziła się. To wiedziała na pewno. Ale nie wiedziała dlaczego ma bandaż na udzie (które nawiasem mówiąc strasznie ją bolało) , ani tez nie wiedziała dlaczego leży w namiocie , podczas gdy z zewnątrz słychać było rozmowy Percy’ ego, Annabeth i… zaraz, zaraz…Daniela? Czy to nie on wyskoczył wtedy z krzaków? Ach tak, to on. Podniosła się z pozycji leżącej. Natychmiast zakręciło jej się w głowie. Spokojnie, da radę. Ufff… Wyszła z namiotu i spróbowała wstać. Zakręciło jej się w głowie. Znowu. Słabym głosem zawołała Annabeth. Mimo wszystko siedzący przy ognisku usłyszeli ją i natychmiast podbiegli pomóc jej. Z ich pomocą doszła do ogniska.
-Co się właściwie stało?-zapytała.
-Jak zemdlałaś to my załatwiliśmy resztę tych potworów. Potem próbowaliśmy cię leczyć, a potem czuwaliśmy przy tobie na zmianę.-opowiedział Percy. Zapadła niezręczna cisza.
-Daniel, Percy może pójdziecie przeszukać okolicę, co?- zapytała w końcu Annabeth.
-Ale… - Daniel miał wątpliwości.
-Chodź, chłopie.- Percy rzucił mu spojrzenie mówiące „Lepiej je zostawić”.
-A, no tak. Oczywiście.- Daniel pokiwał głową.
Anne dalej osłabiona nawet nie protestowała.
Gdy kroki chłopaków ucichły, Annabeth wzięła głęboki oddech i zapytała:
-Czy to jest ten Daniel?
-Tak.- powiedziała szybko Anne- I tak, wiem że jestem idiotką. Po tym jak tak się martwiłam o nasze relacje, teraz nic nie powiedziałam. Ale chyba byłam zbyt oszołomiona…
-Nie martw się. Poza tym muszę ci coś powiedzieć…- Annabeth ściszyła głos.- Percy powiedział że czuwaliśmy przy tobie na zmianę. Tak naprawdę to wyglądało tak, że ja i Percy musieliśmy prawie zmuszać Daniela, żeby chociaż na chwilę odpoczął, bo nie chciał cię zostawić. Przez całą noc to on tak naprawdę się tobą opiekował. I też… cały czas sprawdzał czy wszystko w porządku, strasznie się martwił o ciebie. Wyrzucał sobie że wcześniej nie wyskoczył z tych krzaków, bał się, że może się stać najgorsze. Poza tym Percy z nim rozmawiał i podobno strasznie się o ciebie zamartwiał, szedł sam przez las, przez cały ten czas, gdy my szukaliśmy łuku.
Anne zabrakło słów. Naprawdę? Daniel? Czy to nie był sen? Może jeszcze nie wszystko stracone…


Dziękuję za przeczytanie tego rozdziału. Naprawdę zachęcam do komentowania. Pamiętajcie że ja widzę te wszystkie wyświetlenia! Jeżeli z jakichś powodów nie możecie skomentować tutaj, na blogu to zachęcam do przesyłania opinii na mój adres e-mail -  jambofan@onet.eu. Z góry dziękuję .
PS. Chciałabym tylko dodać że ten post powstał niejako pod strachem że Emi rzuci we mnie sztyletem ;-) . Tak, BTW zajrzyjcie na jej bloga „Zapytaj Półboga(ewentualnie boga)” , bo jest super
PS2: Następny rozdział może uda mi się napisać za dwa tygodnie jak wrócę z obozu, ale niczego nie obiecuję.

poniedziałek, 6 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 5



ROZDZIAŁ 5
Uwaga ten rozdział będzie pisany także z perspektywy Percy’ego i Annabeth .
*******************
PERCY
Szli już piątą godzinę. O dziwo Anne jakoś dawała radę. Nie wykazywała oznak zmęczenia. Jedyne co zdążył zauważyć, to to, że coś ją gryzie. Zjawiła się tak nagle…Dla wszystkich była zaskoczeniem. No i to , że zjawiła się razem z tym Amorem. Ona wydawała się normalną, całkiem sensowną dziewczyną. Ale Amor…Coś mu w nim nie pasowało… No dobrze na to będzie czas później.
ANNABETH
 Ile już maszerowali? Annabeth straciła poczucie czasu. Zerknęła na Anne. Poza tym zmartwieniem pojawiającym się od czasu do czasu na jej twarzy chyba wszystko było w porządku. Poczuła ciepło na sercu . Od początku traktowała Anne jak młodszą siostrę i ani jednej ani drugiej to nie przeszkadzało. Chociaż ta jej opowieść o nich wszystkich, gdy przybyła do obozu… to się Annabeth nie podobało. I tak teraz trzeba się zająć misją. Może jednak zrobić przerwę?
-Może odpoczniemy?- zaproponowała.
Wszyscy natychmiast zrzucili plecaki i usiedli. Zjedli zbożowe batoniki i zaczęli gadać.
-Czy my w ogóle idziemy w dobrą stronę?- zapytał Percy.
-Tak- odpowiedziała Annabeth.
-A co jeżeli w złą?- spytał z powątpiewaniem w głosie syn Posejdona.
-Mówiłam, że w dobrą Panie Optymisto.- Annabeth przewróciła oczami.
-Dobra, dobra może już chodźmy.- uciął Percy.
-Nie zmieniaj tematu! Ale faktycznie już chodźmy.- stwierdziła córka Ateny.
Z niechęcią wstali i ruszyli dalej.
*****************
KILKA GODZIN PÓŹNIEJ
Ogarnęła go rozpacz. Przecież jeszcze niedawno musieli tu być. Nie, koniec z odpoczynkami i długim obozowaniem w jednym miejscu. Będzie wędrował dopóki ich nie znajdzie.
*****************
ANNE
Cały czas myślała o Nim.  Co się z nim dzieje? Czy już o niej zapomniał , czy jeszcze nie? O ,jak zazdrościła Percy’emu i Annabeth! Oni to wszystko już mieli za sobą. Ogarnęła ją fala ciepła. Jacy oni są mili… Opiekują się nią. Pomagają jej. Czasami czuła że jest dla nich ciężarem. W końcu gdyby nie ona nie wyruszyliby na tą misję, nie zaczęliby się zastanawiać co będzie później. Miała nadzieję , że będzie mogła im kiedykolwiek wyrazić wdzięczność. Poza tym zawsze to ona miała najkrótsze warty (chociaż się sprzeciwiała), to ona niosła najmniej bagażu… A oni i tak zawsze powtarzali że są przyzwyczajeni i że to im nie przeszkadza. I co z tego skoro Anne dalej czuła się jak piąte koło u wozu.

****************************
Wracam! Po dłuuuuuuuuuuuuugiej przerwie. Mam nadzieję że nikt nie zapomniał, chociaż i tak jak pisałam regularnie, to czytały to może ze dwie osoby…Dziękuję wam i przepraszam za długa  nieobecność.
PS.Dzisiaj trochę krócej i bardziej refleksyjnie ;-)