Anne obudził
śpiew słowika . Niby ładny dźwięk, ale niekoniecznie o 5.00 nad ranem. Głupi
ptak. No trudno .Wiedziała że już nie zaśnie, więc wstała, ubrała się i wyszła
z namiotu. Z niebieskiego namiotu dochodziło ciche, acz irytujące chrapanie.
Przed ogniskiem, skulona w pozycji embrionalnej spała córka Ateny. Anne
uśmiechnęła się pod nosem. Budzić ją, czy nie? W końcu stwierdziła że spróbuje
za jakieś pół godziny. Usiadła przy wygasłym palenisku. Jej myśli od razu
poszybowały w stronę Daniela. Zniknęła zupełnie bez zapowiedzi i nie wzięła
telefonu więc nie będzie miał sposobu aby z nią pogadać. Jeżeli przeżyje, to
wszystko mu wytłumaczy i…W tym momencie jej rozmyślania przerwało coraz
głośniejsze i coraz bardziej irytujące chrapanie syna Posejdona. Nie wytrzyma
tego. Rozsunęła jego namiot i trąciła go w bok.
-Co się
dzieje? Złodzieje?-zawołał Percy.
-Chyba,
któryś z bogów cię przeklął. Nie dość że chrapiesz, to jeszcze jak cię obudzić
gadasz rymem.-skrzywiła się dziewczyna.
-Dobra idę spać.-stwierdził
Percy i natychmiast zasnął.
Tymczasem obudziła
się Annabeth.
-O
cześć!-uśmiechnęła się na widok Anne.-Co tam?
-Twój
chłopak chrapie i mówi rymem-odparła potomkini Ateny.
-O nie! Ale zasnął
już?
-Na
szczęście tak.
Usiadły przy
wczorajszym ognisku. Chwilę siedziały w ciszy. W końcu myślenie przerwała
Annabeth:
-Co jesteś
taka osowiała?
-Myślę-padła
lakoniczna odpowiedź.
-O kim?
-Skąd
wiedziałaś, że myślę o kimś, a nie o czymś?
-To widać .
No to już, o kim myślisz?
Anne
westchnęła i opowiedziała Annabeth całą historię: o tym jak Daniel dołączył do
ich klasy, jak się poznali, jak zaczęli odkrywać , że mają wspólne
zainteresowania, jak zaczęli się spotykać jako przyjaciele: w cukierniach , w
parkach…,i wreszcie jak chłopak pierwszy raz zaprosił ją na kolację i przy
zapraszaniu powiedział, że powie jej coś ważnego…
-I to
właśnie jak wracałam do domu, szczęśliwa, że zaprosił mnie na kolację, to
zaczął mnie gonić potwór i trafiłam do was i teraz zastanawiam się czy on mnie
nie znienawidzi za to, że wtedy nie pojawiłam się na naszym spotkaniu, a
przecież nie powiem mu prawdy, bo po pierwsze nie mogę, a po drugie mi nie
uwierzy-oczy dziewczyny zaszkliły się.
-Nie martw
się.-Annabeth przytuliła przyjaciółkę.-Wszystko jakoś się ułoży. A tak w ogóle
to opowiedz coś o tych naszych przyszłych przygodach.
-Nie mogę.
To że ci coś powiem nic nie zmieni, ale zawsze, bez względu na wszystko
pamiętaj, że wszystko skończy się dobrze.
Córka Ateny
przytaknęła zamyślona.
-Masz rację.
W tym
momencie z namiotu wyszedł Percy:
-Uaaa…cześć
dziewczyny, uaaale jestem głooodny, co nuaaa
śniadanie.
-Możesz
powtórzyć –warknęła Annabeth.
-Eee…tak,
tak. A więc…
W tym
momencie usłyszeli głośny ryk. Annabeth i Percy spojrzeli po sobie i krzyknęli
jednocześnie:
-Potwory!
I natychmiast
wyjęli swoją broń, a potem . W całym tym zamieszaniu Anne udało się wyciągnąć
broń. Za chwilę otoczyły ich…Minotaury.
-To jest ich
więcej niż jeden?!-krzyknęła rzucając się w wir walki.
-Najwyraźniej!
Wszyscy
cięli, bronili się przed łapami i rogami, uskakiwali i schylali się.W końcu z
potworów został tylko pył.
-To co teraz
możemy coś zjeść?- odezwał się żałośnie Percy.
-Jak opatrzę
Anne-odpowiedziała ostro córka Ateny pochylając się nad zemdloną dziewczyną z
krwawiącym obficie ramieniem i jednocześnie polewając ranę nektarem.
-O
bogowie-westchnął Percy-czy ona ma hemofilię że tej krwi jest tyle?
-Nie, nie
mam-odezwała się dziewczyna, która właśnie się ocknęła.-Po prostu miałam 2
miesiące temu naciągnięty mięsień tego ramienia i miałam tam bliznę, a ten
stwór musiał zranić mnie właśnie w miejscu tej blizny.
Zjadła
jeszcze ambrozję i wzięli się za śniadanie.
-Musimy się
gdzieś przenieść.-zdecydowała Annabeth-i trzeba by jakoś zatrzeć ślady…hmm…
-Na razie
zwińmy wszystko ,a potem będziemy myśleć.-stwierdziła Anne.
Gdy wszystko
było spakowane, dziewczyna wyjęła ze swojego plecaka buteleczkę z
gruboziarnistym białym proszkiem i zaczęła rozsypywać go po całym obozowisku.
-Sól
egzorcyzmowa-wyjaśniła-zaszkodzić,nie zaszkodzi,a pomóc może.Gdy wysypała
proszek na całą polanę, Annabeth spojrzała na mapkę którą dał im Chejron. Potem
poszli we wskazywanym przez nią kierunku.
******************
Stał na
polanie. Badał ślady. Dwa namioty, wczoraj wygasłe ognisko. To jest to. Ale nie
widać śladu gdzie poszli. Wtem zauważył malutką ścieżkę w krzakach. Zaczął nią
iść. Na jego twarzy malował się promienny uśmiech. Jest już blisko.


Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńHej! Rozdział fajny. Te rymy Percy'ego- XD . Ta mapka jest trochę niewyraźna :/ i sól egzorcyzmowa ?
OdpowiedzUsuńZostałaś nominowana do Liebster Blog Award!
OdpowiedzUsuńhttp://domia-abr-wyrda-wladza-losu.blogspot.com/2015/10/liebster-blog-award-third-replay.html